La Danse Macabre
Gatunek: fantasy
Zespół: SHINee
Para: JongTae
Dwie blade postacie żywo dyskutowały przy dużym, ozdobnym stole siedząc naprzeciw siebie. Księżycowy blask wpadający przez ogromne okno rozproszył się w ciemnych włosach, kiedy wyższy z mężczyzn odchylił głowę do tyłu. Nagle zapadła cisza, a towarzysze zaczęli mierzyć się na spojrzenia. Niższy prychnął i otworzył usta:
- Taesun, dobrze wiesz, że i tak to zrobię.- powiedział spokojnie, po czym dodał szeptem - Jak nie dzisiaj to kiedy indziej. A z każdym dniem będzie to coraz bardziej niebezpieczne.
Uśmiechnął się z zadowoleniem, a białe, ostre kły zalśniły w mroku. Wiedział, że trafił w czuły punkt. Taesun może i był Królem Wampirów, ale był również jego starszym bratem.
- Jesteś taki lekkomyślny, Taemin - starszy położył ręce na wypolerowanym blacie. Również zaczął szeptać- Myślisz, że możesz robić wszystko, co ci się tylko podoba?- złość w jego głosie zbiła młodszego z pantałyku.- Jesteś moim bratem, ale jeśli sprawisz problemy i narazisz nas na wojnę...-wstał z krzesła i z nadludzką prędkością znalazł się za plecami brata- Wtedy cię zabiję. Osobiście. Nie mogę pozwolić, aby cały klan ucierpiał przez twoją głupotę.
Uśmieszek zniknął z ust Taemina. Spoważniał i spojrzał bratu prosto w oczy:
- Nie zrobisz tego -zerknął kątem oka na solidne, metalowe krzesło z kajdanami na oparciach i przednich nogach. Zadrżał mimo woli. Wiele razy był świadkiem egzekucji jakiegoś członka klanu. Za każdym razem wyczuwał strach skazańca, mimo że siedział zwykle w drugim końcu pomieszczenia i przyglądał się znudzony. Oczy wypełnione przerażeniem, siniaki i zadrapania spowodowane wielogodzinnymi torturami, przetarte do krwi nadgarstki oraz kostki. W końcu zapadała cisza, a w pomieszczeniu roznosił się zapach ciemnoczerwonej cieczy. Gdy cała posoka wypłynęła na kamienną podłogę, można było dostrzec głębokie rozcięcie, a gdy wszyscy się rozeszli, kat wbijał w serce delikwenta ostry, osikowy kołek. Nagle w myśli Taemina wdarł się zimny głos Taesuna:
-Czyżby wielkiego Lee Taemina obleciał strach? - zadrwił i położył głowę na jego ramieniu. Młodszy z braci wyprostował się z dumą na krześle.
-Chyba śnisz. Prędzej to ja przegryzę ci gardło i zostawię w jakiejś ciemnej jaskini. I nikt cię nie uratuje. Pewnie nawet nie zauważą, że zniknąłeś,a wtedy...- uśmiechnął się pod nosem- Wtedy to ja przejmę władzę.
-Czyli zdrada- syknął starszy. Wszystko zadziało się szybko. Taesun zamachnął się, by złapać brata za gardło. Jednak młodszy był szybszy. Natychmiast zerwał się na równe nogi i w mgnieniu oka znalał się przy ogromnym oknie. Wybił szybę i zaczął biec ile sił w nogach. Na zewnątrz jeszcze przez chwilę słyszał jak Taesun woła straż. Lee jeszcze bardziej przyspieszył. Teraz miał wrażenie, że unosi się nad powierzchnią ziemi. Wkrótce znalazł się w ciemnym, gęstym lesie. Usiadł i oparł się o najbliższy pień. Nagle z krtani Taemina wydobył się śmiech szaleńca. Siedział tak i nasłuchiwał. Wiedział, że Taesun tak łatwo nie odpuści. Nagle Lee usłyszał szelest. Podniósł się i obnażył kły gotowy do ochrony własnego życia. Wybadanie terenu utrudniało to, że wampir czuł jedynie zapach wilgotnych liści i gleby. Nagle z zarośli wyłoniła się postać. No proszę, pomyślał Lee i się rozluźnił.
***
Zagubienie. Strach. Złość. Ból. Tak, ból. Kim czuł się, jakby rozerwali go na strzępy. Leżał skulony na trawie i wpatrywał się we własne dłonie. Ludzkie dłonie, które jeszcze przed chwilą były ogromnymi, szarymi łapami. "Wszystko będzie dobrze", "Po prostu się uspokój, rozumiesz?", "Jonghyun! Zostań! Wszystko się ułoży!". W jego głowie rozbrzmiewały słowa matki i siostry. Wiedział, że jest podrzutkiem. Wiedział też, że ktoś go zostawił. Nie wiedział jednak, że jest potworem w ludzkiej skórze. Dosłownie.
Siedział na kanapie w salonie. Jego matka i siostra właśnie szykowały w kuchni cukierki dla dzieci, które lada chwila miały zacząć pukać do drzwi. Kim wpatrywał się w radośnie płonący w kominku ogień. Jeśli miał być szczery, to Halloween było dla niego zupełnie obojętne. Nigdy nie wierzył w wampiry, wilkołaki, wróżki i inne elfy. To nie tak, że rodzina nie przekonywała go, że tak naprawdę chowają się w ciemnych uliczkach. Nie kupował tego. Nagle usłyszał dziecięce głosy i uśmiechnął się pod nosem. "Ty zapukaj", "Nie, ty pukaj", "No dobra, ale ty mówisz", "Nie ma mowy!". Jonghyun ruszył do kuchni i chwycił ze stołu miskę z łakociami. Podszedł do drzwi i nacisnął klamkę. Dziewczynki wpatrywały się w niego rozradowanymi oczami.
- Cukierek albo psikus!- wrzasnęły wszystkie na raz. Uwagę Kima przykuła najniższa z nich. Wielki kapelusz czarownicy zasłaniał jej pół twarzy. Jednym, szybkim ruchem chwycił nakrycie głowy i zdjął je z dziecięcej głowy.
- Kangmin!- uśmiechnął się szeroko i podniósł dziewczynkę-Wiem, że aż tak młody już nie jestem, ale czuję się urażony!-wydął zabawnie policzki-Żeby tak się wstydzić własnego Oppy!
Dziewczynka poczerwieniała po cebulki włosów, ale uśmiechnęła się od ucha do ucha. Jonghyun odstawił ją na ziemię i przyjrzał się pozostałej dwójce.Dziewczynki patrzyły na Kang zdziwione. Kim wrzucił całej trójce po garść cukierków do przygotowanych wcześniej torebek, które trzymały w rękach. Dzieci spojrzały po sobie, podziękowały i odbiegły ze śmiechem na ustach, a chłopak wszedł do domu i zamknął drzwi. Już miał wracać do swojej wygodnej sofy i pójść spać, gdy usłyszał niepokojące odgłosy z zewnątrz. Natychmiast cofnął się spowrotem. Chciał zobaczyć czy dziewczynkom nic się nie stało. Dbał o Kangmin, od kiedy ta się urodziła. Była dla niego jak młodsza siostra, którą zawsze chciał mieć. Otworzył drzwi i wyjrzał przez nie. To co zobaczył, zmroziło go. Min stała z koleżankami na chodniku,a przed nimi znajdowali się nastolatkowie. Mogli mieć nie więcej niż szesnaście lat, ale nie przeszkadzało im to w upiciu się. Stali niepewnie na szeroko rozstawionych nogach. Jeden z nich nadal trzymał puszkę. Jonghyun wybiegł z domu najszybciej jak mógł i stanął pomiędzy nimi,a dziewczynkami. Gdy zapytał co wyprawiają, najwyższy z nich się zamachnął i uderzył go w ramię. Tego było dla Kima za wiele. Zacisnął pięść i wycelował ją prosto w nos nastolatka. Szepnął do dzieci, aby jak najszybciej wróciły do domu Kangmin. Ledwo odbiegły, a Jonghyun zaczął bronić się przed atakiem. Z satysfakcją odnotował, że za którymś uderzeniem usłyszał gruchot łamanej kości.
Nagle zaczęło mu się kręcić w głowie. Złość roznosiła go na samą myśl o tym, co mogli chcieć zrobić niewinnym dzieciom. Kim w ostatniej chwili machnął nogą i wywrócił całą trójkę tych rozwydrzonych bachorów. Najpierw poczuł pod skórą delikatne ciągnięcie, które zaraz potem przerodziło się ogromny ból. Czuł się, jakby ktoś rozrywał go na strzępy. Zaczął krzyczeć i zanim zdążył zamknąć usta, upadł na zimny chodnik. Ból wkrótce ustąpił, a Jonghyun ujrzał zbliżające się do niego matkę i siostrę. Chciał zapewnić je, że już wszystko w porządku, ale gdy tylko spróbował to zrobić, usłyszał zwierzęce skomlenie. Odwrócił głowę i zobaczył, wielki, owłosiony tułw. Podbiegł do najbliższej kałuży i spojrzał na swoje odbicie. W tafli nie odbijał się człowiek, a ogromny wilk. Kim spojrzał z przerażeniem na członków swojej rodziny. W oknach domów stali ludzie w różnym wieku i przyglądali się całej scenie z zaciekawieniem. Jonghyun ostatni raz zerknął na swoje odbicie i zaczął uciekać najszybciej, jak potrafił. Słyszał za sobą krzyki matki i siostry. Nie, nie mógł z nimi zostać. Nawet nie rozważał takiej możliwości. Gdyby tylko zdenerwował się w nieodpowiednim momencie...Kim wzdrygnął się wewnętrznie na samo wyobrażenie. Wbiegł do lasu, ale gdy próbował krzyknąć, z jego gardła wydobyło się wycie. Zwierzęce wycie.
Otrząsnął się ze wspomnień i sięgnął do leżącej koło niego małej sterty różnego rodzaju materiałów. Gdy biegł, zrozumiał, że jego ubrania nie mogły przetrwać tego, co się stało, więc chwycił po drodze to, co wpadło mu w zęby z nadzieją, że nie będzie to jakaś sukienka czy inna damska część garderoby. W tym momencie nawet nie obchodziło go, co jutro pomyślą właściciele tych rzeczy. Rozłożył ubrania i musiał stwierdzić, że, jak na taki szok, miał całkiem niezłe oko. Wsunął na siebie dresy,a przez głowę przełożył bordowy t-shirt. Ruszył przed siebie. Bo co innego mu zostało? Do domu na pewno nie wróci. Jeszcze nie.
Przedzierał się przez kolejne krzaki, gdy usłyszał śmiech. Nikt normalny nie siedział w nocy w takim gęstym, ciemnym lesie. Jonghyun zmienił kierunek marszu i, kierowany czystą ciekawością, nasłuchiwał kolejnych oznak życia. Niestety nie nastąpiły, więc Kim musiał chodzić po omacku. Przedzierał się przez gęste krzaki, a ostre gałęzie smagały go po twarzy. W końcu wyszedł na małą, nieregularną polanę. Zobaczył przed sobą mężczyznę ubranego w długi, ciemny płaszcz i niebieskie jeansy. Pod okryciem można było dostrzec granatową bluzkę. Nieznajomy stał rozluźniony jakby spędzanie czasu w lesie i to do tego po zmroku było całkowicie normalne. Przyglądał się Jonghyunowi z tajemniczym uśmieszkiem. Ruszył z miejsca i podszedł do Kima, który nagle poczuł niepokój. Miał ochotę zatkać nos. Jego towarzysz pachniał niesamowicie słodko. Za słodko. Jonghyun zrobił krok do tyłu, ale zamiast gałęzi poczuł na plecach lodowatą dłoń.
- Już ode mnie uciekasz? - poczuł zimny oddech na karku - Czyżby pieska znudziło moje towarzystwo?
Kim odwrócił się i przyjrzał towarzyszowi. Był od niego parę centymetrów wyższy, a jego czarne włosy opadały na policzki. Wzrok miał zimny i bezduszny. Kontrastował z delikatnymi rysami. Nigdy wcześniej nie widział go w mieście. Każdy nerw w ciele Kima rwał się do walki. Z każdą sekundą czuł coraz bardziej, że nieznajomy jest zagrożeniem. Nie, nie dla niego. Dla innych ludzi. Sam Jonghyun czuł w głębi siebie, że gdyby teraz się przemienił, byłby w stanie go zniszczyć. Byłby w stanie rozszarpać go na małe kawałeczki i zakończyć jego życie. Z zaniepokojeniem odnotował, że ma na to coraz większą ochotę. Ciemnowłosy przeszedł koło niego i stanął w poprzednim miejscu. Kim w końcu otworzył usta, aby coś powiedzieć:
- Kim jesteś? I dlaczego siedzisz w lesie w środku nocy? To niebezpieczne.
Jego towarzysz tylko się uśmiechnął. Najwyraźniej wydawało mu się, że jest lepszy od niego. Albo, że Jonghyun sam powinien się wszystkiego domyślić. Po paru sekundach całkowitej ciszy niższy usłyszał prychnięcie
- Ten las, zwierzęta czające się w mroku, a nawet chłód. Żadna z tych rzeczy nie jest w stanie zrobić mi krzywdy- ciemnowłosy skrzywił się nieznacznie, ale zaraz się opanował - No może z jednym wyjątkiem. Masz ochotę mnie zabić, prawda? Mój zapach, wygląd, a nawet głos doprowadzają cię do szaleństwa. Wyobrażasz sobie, jak zmieniasz się spowrotem w bestię i rozszarpujesz mnie na miliony kawałeczków.-zaczął zbliżać się powoli do Kima- Jednak uwierz mi, że nie będziesz w stanie tego zrobić. Możesz być szybki, ale ja ucieknę. - teraz stał parę centymetrów przed Jonghyunem- Możesz tropić mnie najlepiej, jak potrafisz, ale w końcu znudzi mi się zabawa w kotka i myszkę, i zacznę coraz staranniej zacierać ślady. Możesz mi grozić, ale musiałbyś zrozumieć jedno... - zniżył głos do szeptu- Musiałbyś zrozumieć, że ostatecznie to nie ja z naszej dwójki mam więcej do stracenia.
Ciemnowłosy skończył mówić, a Kim zesztywniał.
- Ty...Skąd ty...-niższy nie potrafił złożyć poprawnie zdania. Był na to zbyt zszokowany. Wziął głęboki oddech i spróbował jeszcze raz- Skąd wiesz co mam do stracenia?
- Oh, obserwowałem cię. Wiedziałem kim jesteś, zanim sam się zorientowałeś. Niezbyt często spotyka się zmiennokształtnych w twoim wieku, którzy jeszcze nie przeszli pierwszej przemiany.-skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na Jonghyuna-Więc jak nazywała się ta mała? Kangmin? Jangmin? Nie ważne. Swoją drogą, twoja rodzina musi się o ciebie martwić.
Niższy zacisnął pięści i spojrzał towarzyszowi prosto w oczy. Jego złość rosła coraz bardziej i coraz szybciej rozprzestrzeniała się po ciele. Ciemnowłosy kontynuował swoją wypowiedź:
- A może bym sprawdził co u nich. Całkiem niezły pomysł, prawda Jjongie? Na pewno ucieszą się na widok miłego, urodziwego gentelmena.- przeszedł tyłem na środek polany i ukłonił się nisko. W jego oczach Kim dostrzegł satysfakcję. I pragnienie. Może i był zagubiony, ponieważ w ciągu niecałych kilku godzin jego świat stanął na głowie, ale nie był głupi. Wiedział z kim ma do czynienia. Rozmawiał z istotą równie piękną i inteligentną, co okrutną i niepoczytalną. Istotą, której rodzaj ludzki bał się od wielu, wielu wieków. Rozmawiał z wampirem. Z potworem, który do złudzenia przypominał człowieka. Krwiopijca wyprostował się i poprawił kołnierz płaszcza. Wpatrywał się intensywnie w Jonghyuna, który starał się wyglądać na rozluźnionego.
- Rób ze mną co chcesz - powiedział Kim. Ciemnowłosy zaklaskał w dłonie z zadowolenia. Czekał na te słowa - Czego ode mnie potrzebujesz? Weź to, cokolwiek by to nie było, ale zostaw je w spokoju.
- Czemu sądzisz, że czegoś od ciebie potrzebuję? Nie jesteś jedynym na świecie Wielkim Wilkiem.
Jonghyun prychnął z irytacji.
- Ale musi być we mnie coś wyjątkowego, skoro zadałeś sobie tyle trudu, aby obserwować każdy mój krok. Muszę się czymś różnić od reszty z mojego rodzaju.
Wampir roześmiał się i zaczął mówić pobłażliwym tonem:
- Wyjątkowy, wyjątkowy. Każdy śmiertelnik chce myśleć, że coś odróżnia go od szarej masy. Jednak muszę cię rozczarować, mój drogi. Jesteś taki sam jak reszta zmiennokształtnych. Po prostu wykorzystanie akurat ciebie będzie najmniej opłakane w skutkach. Dla mnie rzecz jasna-podskoczył do góry i zerwał z gałęzi parę suchych już liści- Jednak nic się nie stanie, jeśli trochę cię do edukuję. Widzisz, wampirom nie wolno pić krwi Wilka, ponieważ jest dla nas jak trucizna. Jednak w pewnej starej księdze jest napisane, że istnieje pewien haczyk. Gdy osobnik przejdzie pierwszą przemianę niedługo przed pożywieniem się nim, jest duże prawdopodobieństwo, że tak zwany Konsument przeżyje.
- Krew. Potrzebujesz krwi - Kim przerwał monolog ciemnowłosego- Dlaczego jednak nie zrealizowałeś swojego planu wcześniej? Na kimś innym. Przecież musiałeś stracić mnóstwo czasu.
- Miałem zamiar zrobić to o wiele wcześniej, ale akurat w tamtą noc oficjalnie zatwierdzono Porozumienia. Według nich każdy wampir oraz zmiennokształtny musi zostać zarejestrowany, aby w wypadku złamania zasad można było go namierzyć. Ty nie jesteś zarejestrowany. W Świecie Nocy nie istniejesz. Nawet się dla niego nie narodziłeś. Nikt nie będzie cię szukał, więc nie będę ścigany. Proste i logiczne. Jednak teraz nie mamy czasu, nie sądzisz?- krwiopijca uśmiechnął się mściwie-Nie ciekawie byłoby gdybym stracił panowanie nad sobą. Jeszcze wpadłoby mi do głowy wybrać się do miasta.
Jonghyun zrobił krok naprzód, a potem kolejny. I jeszcze kolejny. W końcu pozwolił wyższemu zrobić wszystko. Jeśli teraz się wycofa, ciemnowłosy nie cofnie się przed niczym. Zasieje w ludziach czysty strach, rozdzieli rodziny, będzie mordował, nie zważając na płeć czy wiek. Wkrótce znalazł się tuż przed potworem. Nie stawiał oporu, gdy wampir odchylał powoli jego głowę, aby dostać się do szyi. Kim zamknął oczy i czekał na rozwój wydarzeń. Wyższy przejechał językiem po delikatnej skórze. Coraz wyraźniej wyczuwał krew płynącą w żyłach. Poczuł, jak jego kły się wysuwają. Rozchylił wargi i wbił zęby w miejsce, w którym skóra była najcieńsza. Gorąca ciecz wytrysnęła, a ciemnowłosy złapał Jonghyuna w pasie, gdy ten odruchowo spróbował się odsunąć. Słodka posoka pieściła podniebienie i gasiła okrutne, niemal bolesne pragnienie. Kim złapał swojego oprawcę za ramiona. Coraz szybciej tracił siły. Ile jeszcze to miało trwać? Czy on naprawdę zamierza go zabić? To byłoby wygodne. Nie musiałby trzymać się z dala od miasta. Przecież nikt niczego mu nie udowodni, więc czemu miałby się hamować? Kły boleśnie wbijały się w jego szyję, a ręce bezlitośnie przytrzymywały go w miejscu. W oczach Kima stanęły łzy,a następnie zaczął osuwać się na mokrą ziemię. W tym właśnie momencie wampir oderwał się od niego i go puścił. Niższy upadł na kolana.
- No cóż, było lepiej, niż myślałem- ciemnowłosy uśmiechnął się z zadowolenia. Oblizał wargi z resztek krwi- Mówił ci już ktoś, że jesteś słodki?
Jonghyun po prostu wpatrywał się w grunt tuż przed nim. Nie zauważył momentu, w którym wyższy ściągnął swój płaszcz i nałożył mu go na plecy.
- Przyda ci się.-powiedział-Szkoda by było, gdyby ktoś tak smaczny umarł z wychłodzenia. Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.
Wampir poklepał Kima po ramieniu, po czym pobiegł w las zostawiając po sobie jedynie unoszące się jeszcze przez moment liście.

Komentarze
Prześlij komentarz